Jak oni to robią?


W jaki sposób sprawić, by ludzie uwierzyli w głupoty? Gdzie robią oni błędy, okłamując samych siebie? Omówię to na paru przykładach.

Kobieta, którą osobiście znałem obsługiwała jakieś tajemnicze urządzenie, które "wykrywało choroby" - był to w sumie zwykły komputer z wgranym programem i podłączoną drukarką, obudowany tak, żeby wyglądało to tajemniczo, pacjent łapał elektrody czy coś takiego, one nawet nie były do tego komputera podłączone. Z tego wychodził jakiś wynik, co miało dowodzić jakie pacjent ma niedobory, jakie choroby i co powinien od tej mojej koleżanki kupić.

Wkleję teraz może fragment pewnego eksperymentu psychologicznego - tekst pochodzi z książki "Mowa ciała" autorstwa Pease'ów, którą swoją drogą polecam. Wyobraźcie sobie, że odwiedziliście wróżkę, która wam mówi:"Cieszę się, że do mnie przyszedłeś, widzę, że są sprawy, które cię niepokoją, bo płyną od ciebie bardzo silne wibracje. Wyczuwam, że to, czego tak naprawdę pragniesz od życia, czasami wydaje ci się nie do zre­alizowania i często się zastanawiasz, czy będziesz w stanie to osiągnąć. Wyczuwam również, że czasami jesteś przyjacielski, towarzyski i otwar­ty, ale nierzadko zamykasz się w sobie i stronisz od ludzi. Jesteś dumny ze swojej niezależności, nie przyjmujesz również bezkrytycznie tego, co widzisz i słyszysz od innych. Lubisz zmiany i urozmaicenia, nie znosisz, kiedy coś cię ogranicza, nie lubisz też rutyny. Pragniesz dzielić się swoimi najskrytszymi uczuciami z najbliższą osobą, ale też twierdzisz, że niemą­drze jest zbytnio się otwierać. Znany ci mężczyzna, którego imię zaczyna się na S, wywiera teraz na ciebie silny wpływ, a kobieta, która urodziła się w listopadzie, skontaktuje się z tobą w następnym miesiącu i będzie miała dla ciebie jakąś ekscytującą propozycję. Choć pozornie wydajesz się zdyscyplinowany i opanowany, tak naprawdę często się martwisz i boisz, a czasami zastanawiasz, czy podejmujesz właściwe decyzje.". Pasuje? Badania wykazały, że 80% osób odbiera powyższy tekst jako doskonały opis ich osoby i sytuacji życiowej, może tylko pierwszą literkę imienia trzeba zmienić, oryginał był tworzony z myślą o krajach anglojęzycznych gdzie takie imiona są bardzo popularne.

Podobnie było z wynikami generowanymi przez urządzenie które obsługiwała moja koleżanka. Był to spis "modnych" chorób w losowej konfiguracji, ale gwarantującej, że większość osób uzna "o, o to właśnie chodziło!". Dodatkowo zalecane suplementy były z rodzaju tych, które faktycznie pomagają większości zażywających je ludzi. Koleżanka święcie wierzyła, że tym wszystkim ludziom pomaga, prawidłowo ich diagnozuje, bo ktoś tam jej kiedyś powiedział, że lepiej się poczuł po magnezie.

Wyobraźmy sobie teraz, że idziemy z wizytą do wróżki. Albo do bioenergoterapeuty. Albo może do gabinetu biorezonansu. Do czegokolwiek innego. W poczekalni jest kilka osób, odbywamy miłą rozmowę o dręczących nas problemach. Wchodzimy do gabinetu - cud, zdiagnozowano akurat te schorzenia. które nas dręczą! Niech ktoś teraz spróbuje powiedzieć, że to jakaś ściema, ha! Miły staruszek z poczekalni wyłącza mikrofon i idzie do domu.

Dosłownie sprzed kilku chwil rozmowa na facebooku - kobieta dostała z biorezonansu diagnozę jakiejś choroby (nie miała objawów, a oficjalne testy jej nie potwierdzały), zapłaciła całkiem pokaźną kasę za "leczenie" tymi całymi prądami, w następnym badaniu - choroba znikła! Jakoś do głowy jej nie przyszło sprawdzić, czy zniknie również w badaniu z wykorzystaniem oficjalnych testów...

Mamy całą rzeszę ekspertów medycznych, przekonanych, że o "swojej" chorobie wiedzą więcej, niż wszyscy naukowcy na świecie. Ta pewność siebie bierze się, niestety, z czystej ignorancji. Z reguły nie wynika z czytania ze zrozumienień badań, a z czytania... blogów. Na takim blogu podaje się "odpowiednie interpretacje". Swego czasu była to domena niejakich "optymalnych", których logikę można sprowadzić do "skoro samochód ma 4 koła i może jechać 100 km na godzinę, gdyby miał 8 jechałby 200 na godzinę!". Organizm ludzki jest nieco bardziej skomplikowany, ciężko osobom niezorientowanym wyłapywać takie błędy, więc niekiedy absurdy zyskują poklask. Wyznawcy alternatywnych teorii są zazwyczaj całkowicie zaimpregnowani na racjonalne argumenty - jak Świadkowie Jehowy ze swoją Biblią, tak oni zawsze mają odpowiedni cytat z bloga. Odrobina wiedzy jest czasem znacznie bardziej niebezpieczna, niż całkowity jej brak...

Kilka przykładów błędów w interpretacji: badanie, w którym dzieci mające więcej amalgamatowych plomb gorzej się uczyły, z czego wyciąga się wniosek, że plomby (w domyśle - rtęć) upośledza umysłowo. W rzeczywistości te dzieciaki były po prostu z gorszych rodzin, gdzie nie myło się zębów / nie było pieniędzy na plomby w białym kolorze. Badanie, w którym dieta low-carb pomogła ludziom z cukrzycą uniknąć zagrożenia ze strony chorób serca, z czego wyciąga się wniosek że taka dieta każdego chroni przed tymi chorobami. W rzeczywistości przypomina to twierdzenie "chemioterapia chroni przed rakiem", bo przedłuża życie chorych a czasem ich leczy. Nie wolno extrapolować w ten sposób, to że coś pomaga choremu nie oznacza, że jest dobre dla zdrowego - zazwyczaj nie jest. Badanie wykazujące, że jakieś bakterie produkują biofilm (struktura odporna na antybiotyki), z czego wyciąga się wniosek, że trzeba stosować wielomiesięczną antybiotykoterapię, bo przecież właśnie udowodniliśmy że one są wyjątkowe, potrafią się bronić. W rzeczywistości niemal każda bakteria to robi (około 80% wszystkich infekcji). Badanie, gdzie odstawienie glutenu pomogło określonej grupie osób - właściwy wniosek jest taki, że pomaga to określonej grupie osób, a nie całemu światu. Przeglądowe badania, w których osoby stosujące jakąś histeryczną dietę były zdrowe - wniosek, że dieta jest zdrowa. Problem w tym, że wybrano do tego badania osoby, które z niej nie zrezygnowały, co można porównać do badań dotyczących szkodliwości palenia, prowadzonych poprzez wybranie tylko tych osób, które paliły ileś lat i nie zmarły na raka płuc, pomijając wszystkich tych, którzy jednak zmarli (bo przecież nie żyją i nie zgłoszą się na to badanie). Antyszczepionkowcy podający przykład jakiegoś jednego badania, ignorujący kilkadziesiąt dających odmienny wynik. W jakimś kraju wycofano jedną szczepionkę, hurra, szczepionki są niezdrowe! Ciekawe co zrobią, gdy w jakimś kraju wycofają jeden produkt spożywczy... Wymieniać można w nieskończoność.

Ostatnio bardzo głośno jest o Jerzym Ziębie, który podaje mnóstwo linków do badań. No, są linki, są badania, przecież wszystko udowodnił, więc o co chodzi? I wszystko pięknie, dopóki nie wstuka się tych podawanych przez niego linków do internetu i nie poczyta - ze zrozumieniem, co wymaga nieco wiedzy medycznej. Dowód na działanie lecznicze jakiejś witaminy nagle okazuje się opinią, którą wygłosił kiedyś jakiś człowiek. Na tej zasadzie człowiek ten mógłby podać "uzasadnienie" swojej opinii dając link do... książki Zięby. Powstałaby nieskończona pętla dowodów. Może inny link... hmmm, znowu coś nie tak, badanie gdzie mierzono nie spożycie tej witaminy, ale pokarmów, które są w nią bogate (i przy okazji bogate w kilkadziesiąt innych zdrowych substancji). Czasami sytuacja staje się kuriozalna, gdy w podanym badaniu naukowcy wprost piszą, że jest odwrotnie niż twierdzi Zięba. Dla kogoś, kto faktycznie rozumie naukę lektura tych wspaniałości jest przednią komedią, z elementami tragedii, bo ludzie w to jednak wierzą. Oczywiście znajdzie się tam kilka prawdziwych i dość cennych porad, w rodzaju "każdy powinien suplementować witaminę D3", ale jest to przemieszane z często niebezpiecznymi absurdami.

Jest jeszcze jeden ważny aspekt szarlatanerii - osoby takie mówią to, co ludzie chcieliby usłyszeć. Tysiące badań pokazują, że najzdrowsza dieta składa się głównie z warzyw i owoców. Ale nie są to rzeczy smaczne, ludzie lubią jeść tłusto. Szarlatan mówi, że wszyscy ci lekarze i naukowcy się nie znają, tylko on ma rację - trzeba jeść tłusto, żeby uchronić się przed chorobami serca! Ludzie go kochają. I umierają.

Mówić to, co każdy chce usłyszeć, podawać proste, wręcz prostakie wyjaśnienia wszelkich problemów - ludzie chcą uwierzyć, że rozumieją medycynę, że wiedzą, skąd bierze się na przykład autyzm u dzieci - to nie jest kombinacja setek czynników, tylko szczepionka! Na dodatek wpaja im się przekonanie, że mają oni tajemną wiedzę, której nie ma żaden lekarz i naukowiec, że po przeczytaniu bloga w internecie są mądrzejsi, niż ktoś, kto studiował zagadnienie przez 15 lat swojego życia. W ten sposób działają szarlatani, w ten sposób działają też politycy. To trochę smutne, jak bardzo naiwnym gatunkiem jesteśmy, jak łatwo nas omamić.