Zappery


Nie wiem za bardzo, co powinienem pisać na tej podstronie. Próba wyjaśnienia, dlaczego zapper nie działa przypomina trochę próbę wyjaśnienia, dlaczego krasnoludki nie istnieją.

Dawno dawno temu, za siedmioma górami, siedmioma lasami mieszkał sobie taki gość. Wymyślił "strzelbę na zarazki". Składała się z baterii i kawałka drutu. Według niego miało to ustrzelić każdego złego bakcyla. Przypomina to trochę opowieści dziecka, które składa z patyków pistolet i strzela do olbrzymów, których tylko ono widzi. Tyle, że w tym wypadku sporo dorosłych osób z całego świata też zaczęło udawać, że te olbrzymy istnieją. I kupować pistolety z patyków.

Serio, w całej tej teorii "zapperów" czy "rife guns" nie ma więcej sensu, niż w paplaninie pięciolatka. Naprawdę. Tu nawet ciężko próbować stosować jakieś racjonalne tłumaczenie "czemu nie można". Nie wiem, no... jak ktoś pamięta takie bajki jak "Pomysłowy Dobromir" albo "Zaczarowany ołówek", tam właśnie był podobny poziom logiki. Dzieciak wpada na jakiś pomysł, robi "puf puf" i nagle w 10 sekund buduje działający samochód z kilku desek i paru gwoździ, czy - jak w przypadku "zaczarowanego ołówka" - rysuje samolot, zdejmuje go z kartki i zaczyna nim latać. Wiara w zappery przypomina nieco wiarę w to, że takie sytuacje zdarzają się w realnym życiu.

Naprawdę, nie umiem tego wszystiego lepiej wyjaśnić. Chyba się nie da. Gdy dorosła osoba pyta, czemu w 20 sekund nie zbijemy z resztek płotu jeżdżącego samochodu, bo on to widział na filmie rysunkowym i tam wydawało się to proste - pozostaje się chyba uśmiechać. Jezusmaria, no... "Bo komórki rezonują!" "Bo łapiesz rysunek i zdejmujesz go z kartki!".